Kontakt między dwiema, bliskimi sobie osobami, jest rzeczą
niezwykle pożądaną. Jednak jest go niezwykle ciężko utrzymać na odległość.
Kiedy nie można spojrzeć sobie w oczy inaczej niż za pośrednictwem ekranu
komputera. Kiedy nie można doznać bliskości drugiej osoby. Jest wtedy ciężko.
Nawet bardzo. Jednak nasze starania, po jakimś czasie zostają zawsze
wynagrodzone. Zawsze zostają docenione. Jeśli wytrwamy, oznacza to, że mamy
silną relacje. Że kierujemy się prawdziwym uczuciem, którego nikt i nic nie jest
w stanie zburzyć. Takie uczucie przetrwa wszystko. Każdą burzę i każdy deszcz.
A potem zawsze wychodzi słońce. Czasem dające mało światła, a czasem
oślepiające nas swoją łuną.
Niestety nic nie trwa wiecznie…
Dwa lata później…
Weronika utrzymywała bardzo dobry kontakt z Klimkiem. Pisali
do siebie, rozmawiali. Radzili sobie w trudnych sytuacjach. Połączyła ich mocna
więź, jaką jest przyjaźń.
Z Andreasem rozmawiała jeszcze częściej. Czasem uczyli się
razem do egzaminów. Czasem tylko na siebie patrzyli. Jednak żaden widok nie
jest w stanie zastąpić bliskości drugiej osoby.
Wreszcie nadeszło upragnione spotkanie. Ostatni raz,
Weronika i Andi widzieli się rok temu, podczas zawodów w Wiśle. Takie spotkania
stały się ich tradycją. Nie mieli jednak poza tym czasu, aby się zobaczyć.
Podczas tych wakacji, miało się to zmienić.
Tuż po ostatnich egzaminach, Wer wsiadła w samolot do
Niemiec. Chłopak bardzo na to nalegał. Z początku się bała. Potem jednak
postawiła na pełne zaufanie do skoczka i tak jak prosił, poleciała.
Podróż była stosunkowo krótka. Na lotnisku kłębiły się tłumy
ludzi. Dziewczynie ciężko było znaleźć w nich Andreasa. Przypomniała sobie
sytuację sprzed kilku lat, kiedy miało nastąpić jej ostatnie spotkanie z Andim.
Spóźnił się, zabłądził, czego skutkiem było króciutkie pożegnanie… Teraz jednak
jej to nie groziło.
-Chyba najprościej będzie do niego zadzwonić – pomyślała.
-Halo? Andreas? Jestem na lotnisku, słabo cię słyszę. B Ę D
Ę C Z E K A Ć P R Z Y
W Y J Ś C I U! –krzyczała do słuchawki Weronika, czym zwróciła na siebie
nie małą uwagę grupy podróżujących. –It’s ok. I’m fine – uśmiechnęła się i pobiegła w
stronę drzwi.
Skoczek był ubrany w jeansy, jasnobrązową bluzę i
ciemnoniebieskie trampki. Na widok dziewczyny na chwilę zaparło mu dech w
piersiach.
-Kochanie, wyglądasz cudownie! Tak bardzo się stęskniłem –
powiedział.
-Eee tam. Już tak nie czaruj. Włożyłam pierwsze lepsze
ciuchy jakie wpadły mi w ręce no i oczywiście, których nie było w walizce. A
tak na marginesie, też nieźle wyglądasz.
-Zapomniałem już jak dużo umiesz mówić.
-No to spieszę ci z pomocą. Obiecuję, że sobie przypomnisz.
-To zabrzmiało jak groźba.
-To była groźba – zaśmiała się dziewczyna. Andi jej
zawtórował.
Siedzieli już razem w samochodzie, kiedy Weronika zapytała:
-Ej, mówiłeś coś o jakiejś ehm… niespodziance? Może mi się
przesłyszało?
-Byłem ciekaw jak długo wytrzymasz. No więc niespodzianką
jest to, że od dzisiaj, do końca wakacji jesteś asystentką czyt. prawą ręką
głównego dziennikarza reprezentacji Niemiec. Takim więc sposobem będziesz…
-Dziękuję – rzuciła szybko Wer przerywając Andreasowi i
sekundę później go pocałowała.
-Tak… Na czym to ja skończyłem – udawał zamyślenie chłopak.
– Więc takim sposobem, przez całe lato będziesz jeździć z nami czyt. ze mną w
pakiecie na zawody LGP. W międzyczasie, będziemy mieć sporo czasu dla siebie,
bo konkursów nie jest dużo.
-Z tego co mi wiadomo, to powinieneś latem budować formę na
zimę!
-Spokojnie, zdążę.
-No skoro tak mówisz… Uznajmy, że ci wierzę. Jesteś kochany,
wiesz?
-Wiem – uśmiechnął się Andi i jeszcze raz pocałował
Weronikę.
-Mam ostatnie pytanie. No bo chyba nie każesz mi mieszkać
pod mostem?
-W sumie, niezły pomysł, jeśli tak bardzo chcesz…- droczył
się skoczek.
-Chyba jednak wolałabym coś hm… cieplejszego, a pod most
zawsze możemy skoczyć – zaśmiała się Wer. – Macie tu w ogóle jakiś?
-Cieplejszego powiadasz… Skoro odrzucasz propozycję nocy pod
pięknym ,rozgwieżdżonym niebem w mojej obecności, to proponuje jakże miłą
atmosferę u mnie w domu.
-Serio? Zazwyczaj nie byłeś aż T A K chętny żeby zaprosić
mnie do domu.
-Chodziło o to, że nie byłem pewny twoich i moich uczuć.
Teraz jestem. Jedźmy już – odpowiedział Andreas i odpalił silnik. Cały czas
gościł na jego twarzy miły uśmiech.
-To jak, macie tutaj jakieś fajne mosty? – droczyła się
nadal dziewczyna.
-Myślę, że coś by się znalazło. Jest taki jeden, niedaleko
mojego domu… Pokażę ci.
-Nie mogę się już doczekać.
-Aha, uprzedzam. Czeka cię dzisiaj pierwsze spotkanie z moją
mamą i siostrą.
-W O W! Nie mogę SIĘ doczekać. Ale czy ty aby przypadkiem
nie masz dwóch sióstr?
-Kocham jak tak rozdzielasz słowa – zaśmiał się skoczek. –
Tanię utopiłem, Julka jeszcze żyje.
-Rozumiem. Wydajesz się być nieco straszny, ale co mi tam.
Teściowa mnie obroni – zakończyła dyskusję ze śmiechem Weronika.
***
Hej kochani! Znowu jestem, mam nadzieję, że się cieszycie ;)
Rozdział całkiem krótki i zapewne kolejny, zbyt ,,cukierkowy", ale tak wyszło. W sumie to jest to ostatnia część jaką napisałam w wakacje. Do tej pory miałam ,,zapas" rozdziałów. Teraz jednak się skończył, więc istnieje możliwość, że przestanę pojawiać się regularnie...
Po ostatnim komentarzu jaki przeczytałam trochę się podłamałam. Bo w sumie wyszło na to, że wszystko co piszę, począwszy od prologu a skończywszy na ostatniej notce pod rozdziałem nie jest takie jak powinno. Nie będę się tutaj nad sobą użalać, bo to nie ma sensu, ale fakt jest faktem, że to opowiadanie prawdopodobnie nadaje się do kosza.
Sama nie wiem już co myśleć. Z jednej strony cieszy mnie wasza szczerość i obiektywna opinia, ale z drugiej.... Przykro się człowiekowi robi, jak ktoś na ciebie tak nawrzuca (nawet jeśli zrobił to w dobrej wierze).
Nie zrozumcie mnie źle. Umiem przyjąć krytykę, ale czasem jest ciężko.
Napiszcie jak możecie, co o tym wszystkim sądzicie :)
Buźka i do następnego :*




